Wywiad z amatorską grupą filmową D&V

355

FOTOGALERIA

 

Piotr Łukomski: Jak to wszystko się zaczęło?

Piotr „Vian” Hrabski:  Wydaje mi się, że zaczęło się tak około 2007 roku.  Był to listopad,  akurat sąsiad wrócił z Irlandii z kamerą.  I wtedy podjęliśmy decyzję, że będziemy coś tworzyć. I tak to ruszyło na przód.

PŁ: Kto u was trzyma władzę i jest odpowiedzialny np.  za scenariusze?

PH: Co do władzy to bym tu polemizował, bo u nas panuje demokracja. A jeżeli chodzi o scenariusze to większość ja piszę.

PŁ: Skąd pomysł na taką, a nie inną działalność?

Tomasz  „Sellcast” Florczak:   Z tego co wiem to każdy z nas od  dzieciństwa chciał zostać aktorem,  chyba jak każdy dzieciak. Mieliśmy te swoje dziecinne zabawy, później przeszliśmy na bardziej poważne hobby. A stosunkowo niedawno Vian  dostał się na plan zdjęciowy jako statysta do filmu „Katyń”. Oczywiście nie za bardzo było go widać, ale spędził trochę czasu na planie i udało mu się zobaczyć jak to wszystko wygląda.  Zajął też drugie miejsce w konkursie WP i dzięki temu miał okazję brać udział w wykładzie na temat aktorstwa prowadzonym przez Bogusława Lindę.  I tak zrodził się pomysł żeby dalej to rozwinąć.

PŁ: Jak to jest z przeglądami  czy festiwalami? Czy w ogóle bywacie na nich?

Olga  „Witch” Tomczyk:  Jeżeli chodzi o festiwale i przeglądy to mieliśmy okazję pokazać się tutaj w Tomaszowie w Arkadach na przeglądzie filmów krótkometrażowych. A później już na początku maja wystąpiliśmy w Poznaniu na festiwalu twórczości studenckiej „ARTenalia”,  na którym wyświetliliśmy prawie wszystkie nasze filmy.  Publiczność nie była może zbyt liczna ale, za to reagowała żywo na niektóre sceny i niektóre filmy. Chyba właśnie to uważamy za nasz największy sukces.  

PŁ: To może opowiecie mi coś o waszym dorobku.

Kamil „Dagon” Siedlarski:   Mamy opiekuna. Jest nim Grzegorz Sławiński. Poznaliśmy kilka takich osób w Tomaszowie, które wykazały zainteresowanie i mamy od nich wsparcie. Jeżeli chodzi o produkcje to mamy ich trochę. Trzy filmy pełnometrażowe.

TF:  Jeżeli chodzi o filmy pełnometrażowe,  to film „AD” został wycofany z publikacji z pewnych przyczyn, których nie możemy podać razem z filmem dokumentalnym „Making of AD”. Osobiście za najlepszy dorobek grupy D&V  uważam film „Dokument nr.”  W planach teraz jest film pełnometrażowy pod kryptonimem projekt „T”.

PŁ: Czy możecie opowiedzieć o realizowanym obecnie projekcie?

OT:  Generalnie castingi zakończone, a role zostały przydzielone i scenariusz jest prawie gotowy. Myślę, że możemy zdradzić trochę więcej szczegółów. Nasz najnowszy projekt nosi tytuł „Tukaj” i jest to filmowa adaptacja ballady Mickiewicza. Będzie zawierał pewną niespodziankę, ale o niej nie opowiemy.

PŁ: Jakie było zainteresowanie castingami do waszej ostatniej produkcji, czyli projektu „Tukaj”?

KS: Do pierwszego castingu zgłosiło się 15 osób a do drugiego 9 czyli w sumie 24 osoby. Co jest sukcesem bo na pierwszy nasz casting przyszła tylko jedna osoba.

OT: Zainteresowanie castingami było dla nas zadowalające choć nie do końca wystarczające. Ale myślę, że damy sobie radę. Ogólnie 24 osoby, przekrój wieku od dwunastu do dwudziestu kilku lat. Udało nam się obsadzić prawie wszystkie role, generalnie jesteśmy zadowoleni, tym bardziej, że pierwszy casting jaki w ogóle zrobiliśmy cieszył się zainteresowaniem jednej osoby, która notabene dodajmy gra główną rolę, tak więc opłaca się chodzić na nasze castingi.

PŁ: Przejdźmy do następnego pytania. Ile wam zajmuje realizacja takiego projektu łącznie ze zdjęciami, planowaniem i  montażem?

PH: Trudno ocenić. Na razie z obecnym projektem zeszło nam dwa miesiące od pomysłu do momentu, w którym teraz jesteśmy. Mogę powiedzieć ile nam zeszło na przykładzie filmu „AD”. Od napisania scenariusza do zakończenia montażu minęło jakieś cztery miesiące.

PŁ: Na jakie problemy natrafiacie podczas realizacji takiego projektu?

PH: Problem finansowy, problem miejsc, w których będziemy kręcić, czas, zgranie i pozyskanie ludzi, bo jednak aktorów ciężko znaleźć.

PŁ: Jaki budżet mają wasze filmy?

TF:  Zero złotych. Czasami coś tam wpadnie do kieszeni.  Z własnej wypłaty kupi się kabel i mikrofon po czym po zlutowaniu okazuje się, że nie działa i znowu trzeba kupić kabel i mikrofon, a wtedy okazuje się, że jest dobrze zlutowany i coś innego nie działało.

PŁ: Co was pociąga w pracy na planie filmowym?

KS: Ogólnie to co mnie pociąga w robieniu takich filmów to możliwość samorealizacji i możliwość pokazania, że w Tomaszowie jest taka grupa, która chce coś robić, która chce pokazać kino polskie i stara się wybierać takie tematy, które już były nie do końca realizowane albo wcale ich nie było.

Monika „Aina” Florczak: Samorealizacja. Jako plastyk mam możliwość wykazania się swoimi umiejętnościami, czy w ogóle nadaję się na plastyka albo scenografa, którym jestem w grupie.  Myślę, że przyczyniły się do tego moje rysunki. Zawsze mogę dać upust wyobraźni i to jest dla mnie frajda. Dużo ruchu, spotykanie się z przyjaciółmi, to jest przede wszystkim wspólne zainteresowanie, wspólne zajęcie, przy którym dobrze się bawimy.

TF: Pociąga mnie tworzenie filmów. Zawsze chciałem tworzyć scenariusze. Mam wiele pomysłów na realizację tych filmów, na ujęcia, na sceny, muzykę, tworzenie dźwięków, realizację. Tak naprawdę cała ta oprawa techniczna. Na pewno nie pociąga mnie samo aktorstwo, to jest na drugim miejscu.

OT:  Trochę zabawy, trochę stresu i fakt, że możemy zrobić coś co ktoś zobaczy, ktoś doceni i ktoś skrytykuje, ale być może coś co przyniesie nam jakiś sukces za lat 10, 20, 30, nieważne. Ważne jest to, że robimy coś innego, oryginalnego,  coś co daje nam radość.

PH:  W sumie nie wiem co mnie w tym kręci. Mogę dać upust swojej chorej wyobraźni podczas tworzenia scenariusza, pomysłu, projektu. Po prostu jest to moje hobby.