Obywatele wirtualnych państw

376

W polskim Internecie istnieje już kilkanaście fikcyjnych państw. Mają one swoje wirtualne parlamenty, armie, systemy sądownicze, placówki edukacyjne, pisma i ośrodki badań opinii publicznej. 14 lipca ich przedstawiciele pojawili się w redakcji "Rzeczpospolitej" na spotkaniu Organizacji Polskich Mikronacji. Kanclerz Sarmacji, królowa Samundy i cesarz Austro-Wegier to tylko niektóre z egzotycznych tytułów obecnych gości. W większości przypadków osoby te w realnym świecie są studentami, lecz nie brakuje również starszych osób.

Niecodzienny pomysł zakładania wirtualnych państw narodził się w latach 70-tych XX. wieku w Stanach Zjednoczonych, wraz z powstaniem Królestwa Talossa. Warto odnotować, ze największym tego typu państwem na świecie jest polska Sarmacja, rządzona przez kanclerza Michała diuka Łaski, która posiada już prawie 400 obywateli. Większość z tego typu państw to monarchie i republiki, choć zdarzają się egzotyczne twory takie jak Związek Socjalistycznych Republik Anhalckich, czy kościelne państwo Rotria.

Powody, dla których ludzie decydują się na przyjęcie obywatelstwa w zakładanych przez siebie wirtualnych państwach, bywają różne. Część z nich jest z zamiłowania historykami, którzy w internetowej przestrzeni dają wyraz swym fascynacjom. Najlepszym przykładem jest tu wirtualna monarchia Austro-Węgier. "Myślę, że wiele z rzeczy udało nam się odtworzyć. Udało się nawet przywrócić specyficzną rywalizację austro-węgierską. Austriacy i Węgrzy w naszej monarchii niespecjalni za sobą przepadają i często nie szczędzą sobie wzajemnych uszczypliwości" – opowiada "Rzeczpospolitej" cesarz Franciszek Józef II, prywatnie Mateusz Lisiewicz. Zdaniem profesora Rocha Sulimy, antropologa kultury z Uniwersytetu Warszawskiego, zabawa ta przypomina nieco odwieczną tęsknotę artystów i pisarzy, za stworzeniem utopijnych idealnych światów.

 

 

 

 daw

Tekst powstał na podstawie artykułu opublikowanego w "Rzeczpospolitej" 15.07.2009