W Kaliszu Caro Rzeczyca bez punktów

407
Po dobrze skończonym ubiegłym sezonie w drużynie Caro Rzeczyca nastąpiły spore roszady, powodowało to oczywistą niewiadomą na początku rozgrywek II ligi. Drużyna, która prawie otarła się o przedsionek I ligii w zapewnieniu trenera J. Sobczyńskiego miała być w tym sezonie drużyną przede wszystkim atakującą, bez konkretnych aspiracji awansu ale z zamiarem dobrej jakości gry. Treningi, sparingi,  okres przygotowawczy wiadomo rządzą się swoimi prawami, kiedy zaś przychodzi walczyć o punkty następuje prawdziwa weryfikacja możliwości zespołu.   Do Kalisza jechał zespół, by przekonać się przede wszystkim o swojej wartości i mimo przegranej z optymizmem należy patrzeć w przyszłość. Siatkarzom z Kalisza, wygrana nie przyszła bowiem łatwo, ponieważ nasi siatkarze postawili twarde warunki. Niska hala była wyraźnym sprzymierzeńcem Gospodarzy, zespół Caro przywykły do wysokich, nowoczesnych hal nijak nie mógł sobie poradzić z sufitem, do tego wręcz fatalna dyspozycja w ataku. Te dwa aspekty miały decydujący wpływ na końcowy wynik.  Zdecydowanie należy poprawić skuteczność pierwszego ataku i powinno być dobrze. Jeśli przegrywa się nieznacznie w poszczególnych setach nie kończąc aż 47 ataków własnych to przyznać trzeba iż korekta tego elementu powinna przełożyć się już na zwycięstwa w kolejnych meczach.
Początek pierwszego seta był niezwykle zacięty. Obie drużyny popisywały się efektownymi atakami i obronami. Siatkarze z Kalisza próbowali przejąć inicjatywę, m.in. posyłając niezwykle trudne zagrywki, ale popełniali także sporo błędów, przez co wynik ciągle oscylował wokół remisu 9:9. Podopiecznym trenera Durleja udało się osiągnąć kilkupunktową przewagę 12:9, jednak gospodarze nie utrzymywali dobrej gry, co spowodowało, że zawodnicy z Rzeczycy doprowadzili do remisu 12:12. Następnie rozpoczęła się gra punkt za punkt i kibice mogli więc liczyć na zaciętą końcówkę. Podopieczni trenera Jarosława Sobczyńskiego ciągle niwelowali przewagę kaliszan. Dopiero od stanu 22:22 zespół z najstarszego miasta w Polsce zdobył trzy punkty z rzędu, co spowodowało, że pierwsza partia należała do siatkarzy MKS-u.
Początek drugiej partii był wyrównany do stanu 6:6. Następnie skuteczną zagrywką popisał się Wojciech Pytlarz i MKS skromnie prowadził 7:6. Kolejne dwa punkty dla kaliskiej ekipy zdobył wcześniej wspomniany Pytlarz. Z jego zagrywkami nie mogli poradzić sobie goście, przez co piłka po odbiorze serwisów zawodnika z Kalisza dotykała sufitu 9:6. Wówczas o czas musiał poprosić szkoleniowiec gości Jarosław Sobczyński. Przerwa w grze podziała na siatkarzy Caro bardzo mobilizująco, bowiem doprowadzili oni do remisu 13:13 i tym razem wezwał do siebie swoich podopiecznych Marian Durlej. Czas wpłynął tym razem pomyślnie na gospodarzy, którzy dzięki skutecznemu atakowi Bartosza Łazarowicza i po autowym zbiciu Sebastiana Sobczaka prowadzili 16:13. Zawodnicy z grodu nad Prosną nie zdołali jednak utrzymać dobrej dyspozycji, przez co siatkarze z Rzeczycy doprowadzili do wyniku 19:18. Następnie to MKS ponownie przejął inicjatywę na parkiecie i siatkarze z Kalisza zdobyli pięć punktów z rzędu. Wszystko to dzięki dobrej grze w ataku i błędom gości. Podopieczni trenera Durleja prowadzili już 23:18. Wydawało się, że to gospodarze łatwo wygrają drugi set, jednak dobre zagrywki Staniewskiego, doprowadziły do stanu 24:20. Siatkarze pod wodzą Mariana Durleja zdobyli jednak ostatni punkt, a jego autorem był Sebastian Sobczak, który popsuł swój serwis 25:21.
Trzecia odsłona już od samego początku toczyła się pod dyktando gospodarzy. Mocne zbicia Bartosza Łazarowicza i autowe ataki Michała Makowskiego spowodowały, że to siatkarze z grodu nad Prosną prowadzili grę 8:4. O czas poprosił szkoleniowiec gości Jarosław Sobczyński. Niestety przerwa niewiele podziałała na grę przyjezdnych, bowiem przy stanie 10:7 dla MKS-u o kolejny czas musiał poprosić trener Caro. Po wznowieniu gry, zespół z najstarszego miasta w Polsce spokojnie prowadził swoją grę do stanu 18:15. Później w szeregi gospodarzy wkradło się trochę nerwów. Siatkarze z Rzeczycy natychmiast wykorzystali taką sytuację i doprowadzili do remisu 24:24. Więcej zimnej krwi zachowali gospodarze, którzy dzięki atakom Wojciecha Pytlarza i Michała Lipy, zakończyli ostatni set 26:24, a w konsekwencji całe spotkanie 3:0.
 
 
Składy zespołów:
MKS: Lipa, Konieczny, Porada, Pytlarz Łazarowicz, Zborowski, Wroniecki (libero) oraz Kowalski

Caro: Sobczak, Kiraga, Staniewski, Krymarys, Makowski, Kucharski, Koryciński Michał (libero), Jaskulski oraz Spychała
Po meczu powiedzieli:
Marian Durlej (trener MKS): – Wynik tego spotkania jest bardzo zadowalający, inauguracja tego sezonu rozpoczęła się bardzo dobrze. Pierwszy mecz ligowy jest zawsze nerwowy, jednak moja drużyna była silniejsza. Zagraliśmy w pojedynku z Caro bardzo skutecznie, wszystkie formacje pracowały solidnie. Oczywiście były trudne momenty, ale nam udało się je przezwyciężyć. Trzeba szybko zapominać o słabszych momentach i grać dalej. W końcówce trzeciego seta było już groźnie, kiedy rywale doprowadzili do remisu 24:24. Jednak mój zespół wygrał tę partię i całe spotkanie 3:0.
Jarosław Sobczyński (trener Caro): – W naszym zespole było dużo nerwów, popełnialiśmy wiele błędów m. in. atakując w aut. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna, że nie trafiamy w boisko. Jest to drugi mecz z rzędu, kiedy przegrywamy w taki sposób. Brakowało nam trochę szczęścia w pierwszym secie i go straciliśmy, to później ustawiło dalszy przebieg spotkania. Uważam, że MKS Kalisz jest solidną drużyną, gospodarze są już bardzo dobrze zgrani w przeciwieństwie do nas.