„Mój dług” – Seans z Cyklu Kultura Dostępna

466

Czwartki w kinach Helios zarezerwowane są dla najlepszych polskich produkcji. Przepis na udane filmowe popołudnie jest wyjątkowo prosty: wystarczy zarezerwować sobie czas, przygotować 10 zł na bilet i odwiedzić kino Helios! W lipcu na ekranach zaprezentowane zostaną aż cztery wyjątkowe filmy.

21 lipca wstrząsająca historia Sławomira Sikory, która wydarzyła się w Warszawie. „Mój dług” to dramat człowieka prześladowanego przez bezwględnego bandytę, którego doprowadzony do ostateczności morduje. Skazany na 25 lat więzienia, pozbawiony nadziei na sprawiedliwość, odizolowany od tych, których kocha, musi znaleźć w sobie siłę, by przeżyć i pozostać sobą…

28 lipca widzowie zobaczą „Marzec ‘68” – porywającą opowieść o trudnej miłości dwojga młodych ludzi – Marty i Janka na tle burzliwych marcowych wydarzeń. To czas protestów studentów wywołanych zakazem wystawiania „Dziadów” w styczniu 1968 roku i przemówienia Gomułki w marcu, które przesądziło o represjach, masowej emigracji i wydaleniach obywateli pochodzenia żydowskiego z PRL.

Seanse w ramach Kultury Dostępnej wyświetlane są w każdy czwartek o godzinie 13:00 oraz 18:00. Projekt jest częścią programu realizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którego operatorem jest NCK. Szczegółowe informacje dostępne są pod adresem: www.kulturadostepna.pl oraz www.helios.pl/kultura_dostepna.

Oczywiście można, ale chyba jednak nie potrzeba oglądać „Mojego długu” Bogusława Joba i Denisa Delića jedynie przez pryzmat „Długu” Krzysztofa Krauze, i to z kilku powodów. Po pierwsze, trudno konfrontować się z arcydziełem, jednym z najważniejszych polskich tytułów czasów transformacji, po drugie, nie ma potrzeby takiej konfrontacji, bo to zupełnie inna, chociaż dotycząca tych samych bohaterów, historia.

A chociaż chodzi o konkretną biografię, losy Sławomira Sikory, jednego z bohaterów „Długu” Krauzego, młodego mężczyzny, który wskutek wielomiesięcznego nękania i szantażu, doprowadzony do ostateczności, wziął współudział w morderstwie i został skazany na dwadzieścia pięć lat więzienia, a następnie, w dużym stopniu dzięki sile rażenia filmowego „Długu”, został  w 2005 roku ułaskawiony przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Znamy tę historię dobrze, ale „Mój dług” w reżyserii  Delića i  Joba, mówi chyba o czymś innym. Uniwersalizuje tę opowieść, zamienia ją w przypowieść. Jednostkowa biografia Sikory staje się portretem swego rodzaju mechanizmu, mechanizmu człowieka w potrzasku, uwięzionego w sytuacji bez wyjścia. To może być choroba, może być załamanie nerwowe, może być – podobnie jak w tym przypadku – więzienie.

Debiutujący na dużym ekranie Bartosz Sak ciekawie interpretuje bohatera. Nie broni go za wszelką cenę, nie ocenia. Wciela się w Sławka, starając się ukazać tę postać jako wielką białą księgę, albo  brudnopis, który można zapisać na nowo, na czysto. Życie więzienne, grypsera, wpisana w warunki więzienne przemoc, ale też chęć doskonalenia się, resocjalizacji, a wreszcie, od pewnego momentu, zrozumienie, że świadomość człowieka polega na tym, że potrafi walczyć o swoją nadświadomość, pewność tego, że ma się rację,  potrafi się walczyć i wygrywać. Taki jest filmowy Sikora, tak zagrał tę rolę Bartosz Sak.

Twórcy filmu żonglują czasem, częste retrospekcje wskazują, że nic nie stało się nagle, że określone zachowania często wynikają z zadawnionych traum, czy bezlitosnych werdyktów losu. Melodramatyczne sceny z przeszłości filmowego Sławka, wydają się potrzebne, bo definiują go wobec reszty z życia, która melodramatem zdecydowanie nie była. 

„Mój dług” nie jest zapewne filmem, który trafi do kanonu filmowych opowieści o sprawiedliwości lub jej braku, jest jednak tytułem, który warto zapamiętać i obejrzeć. Nie tak dawno, w Warszawie, prowadziłem spotkanie z widzami po seansie „Mojego długu” właśnie. Uczestniczyła w nim grająca w filmie ważną, chociaż drugoplanową rolę, Olga Bołądź. Okazało się, że film, tematyka „Mojego długu”, wzbudziła olbrzymie emocje. Widzowie, co ciekawe głównie kobiety, opowiadały o swoich przeżyciach, okazało się, że na sali są osoby związane z więziennictwem, mające dostęp do tego świata. To było jedno z najbardziej poruszających spotkań z widzami, jakie prowadziłem. Tak działa ten film, ten temat. I to jest może największa wartość „Mojego długu”.

Łukasz Maciejewski