Łukasz Masłowski: Trener musi dostosować się do filozofii klubu

0
397
www.widzew.com

Autor: www.widzew.com

Dyrektor sportowy Widzewa przyznaje, że brak awansu pokrzyżował część planów transferowych, ale przekonuje jednocześnie, że jest blisko pozyskania wartościowych piłkarzy. W decydującą fazę wkracza też wybór nowego trenera.

Marcin Olczyk: Na jakim etapie jest budowa drużyny na nowy sezon?

Łukasz Masłowski: Przede wszystkim jesteśmy w stałym kontakcie z zawodnikami, których planowaliśmy pozyskać pod kątem gry w pierwszej lidze. To były nasze pierwsze wybory i próbujemy przekonać tych piłkarzy do gry w drugiej lidze. Z kilkoma z nich rozmowy są bardzo zaawansowane. Z drugiej strony jest to jednak okres, w którym każdy potrzebuje chwili oddechu i spokoju, dlatego w niektórych przypadkach daliśmy sobie kilka dni przerwy zanim wrócimy do rozmów.

Przygotowania Widzew rozpoczyna 12 czerwca. Czy do tego czasu uda się zbudować konkurencyjny zespół?

– Musimy pamiętać, że okno transferowe otwiera się dopiero pierwszego lipca, a większość kontraktów, nawet jeśli się kończy, obowiązuje do 30 czerwca. W takiej sytuacji trzeba liczyć na dobrą wolę klubów macierzystych, żeby wybrani zawodnicy mogli rozpocząć treningi z nami wcześniej, już od połowy czerwca. Chciałbym jednak, żebyśmy, podobnie jak to było w moich poprzednich klubach, na pierwszym treningu przed nowym sezonem mieli kadrę gotową w 90 procentach.

Czy na podstawie dotychczasowych rozmów i ustaleń uważasz, że jest to realne?

– Robimy wszystko, żeby tak było. Nie jest łatwo przekonać piłkarzy, których chcieliśmy mieć w pierwszej lidze, do gry poziom niżej. Mimo że mówimy o Widzewie i sama marka ma tu znaczenie to każdy ma też swoje ambicje sportowe i chce grać jak najwyżej. Myślę jednak, że w zakładanym terminie powinniśmy mieć już większość docelowej drużyny.

Czyli możemy liczyć na to, że część z tych zawodników szukanych pod kątem zaplecza ekstraklasy uda się przekonać do gry w drugoligowym Widzewie?

– Oczywiście nie wszystkich, ale tak. Kilka osób w kontekście braku awansu odpadło od razu, ale stworzyliśmy odpowiednio długą listę starannie wyselekcjonowanych nazwisk. Mieliśmy od początku świadomość, że nie uda się ściągnąć wszystkich piłkarzy, których chcielibyśmy w Widzewie. Jesteśmy jednak odpowiednio przygotowani. Mamy z kim rozmawiać i rozważamy różne opcje.

Na ile te rozmowy i poszukiwania będą spójne z wizją i planami nowego trenera, którego w Widzewie cały czas nie ma?

– Dla mnie logiczne jest, że każdy nowy trener musi pasować do filozofii sportowej klubu. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której zatrudniani są tylko piłkarze, którzy podobają się trenerowi, bo trener może odejść, a drużyna zostanie. Musimy, jasno, my jako klub, określić poprzez pion sportowy czego potrzebujemy. Trener dostaje materiał, z którym musi wykonać odpowiednią pracę. Oczywiście nie wszystkie transfery zostaną zrobione bez wiedzy nowego szkoleniowca. On też powinien mieć coś do powiedzenia w tej kwestii.

Klub musi patrzeć jednak szerzej.

– Warto zwrócić uwagę na fakt, że dzisiaj mamy w klubie piłkarzy, z którymi nie chcemy dalej współpracować. Decyzje te pokrywają się w dużym stopniu z tym, co planowali trenerzy Mroczkowski i Paszulewicz. Pewien etap się kończy. Musimy szukać nowych rozwiązań. Mamy wizję drużyny i dla mnie jest jasne, że w głównej mierze odpowiadam za nią ją. Dlatego nie uważam, żebyśmy z wszystkimi ruchami transferowymi musieli czekać na nowego trenera.

Czyli za politykę budowania zespołu odpowiadać powinien dyrektor sportowy, a trener musi być w stanie się w nią wpasować?

– Tak jest na całym świecie i dla mnie jest to normalne, chociaż oczywiście konsultowanie pewnych spraw czy decyzji z trenerem jest jak najbardziej wskazane. Nie może być jednak tak, że sprowadzamy ulubionych piłkarzy trenera, później on odchodzi, a oni zostają. Trener musi wpisywać się w filozofię klubu i budowy drużyny, a nie odwrotnie.

Jak w związku z tym wyglądają poszukiwania trenera? Jest blisko porozumienia z którymś z kandydatów?

– Mamy wąskie grono szkoleniowców, z którymi prowadzone są poważne rozmowy. Niektóre pomysły odpadły z powodów od nas niezależnych, bo chodzi chociażby o obowiązujące umowy. Rozmawiamy już tylko z takimi trenerami, którymi jesteśmy zainteresowani, i którzy zainteresowani są Widzewem. Dyskutujemy z nimi również o planach transferowych. Nie pomijamy ich w tym temacie. W przyszłym tygodniu czekają nas finalne rozmowy, po których powinniśmy być w stanie dokonać ostatecznego wyboru.

Formalnie przebywasz obecnie na kilkudniowym urlopie. Nie oznacza to jednak, że Widzew przestał w tym czasie budować zespół.

– Oczywiście. Co więcej, w klubie tak naprawdę nie ma teraz dla nas miejsca. Powierzchnia biura jest mocno ograniczona, dochodzą do tego restrykcje związane z organizacją mistrzostw świata, więc ja czy Piotr Kosiorowski i tak pracujemy przede wszystkim poza stadionem. Mamy za sobą wiele bezpośrednich rozmów, ale, jak już wspominałem, niektórzy potrzebują czasu, żeby odsapnąć, nabrać dystansu i podjąć decyzję. Dla mnie nigdy nie ma dobrego terminu na odpoczynek. Miał nim być kwiecień, ale chciałem pomóc klubowi w trudnej sytuacji i w związku z tym prywatne plany zmieniałem już trzykrotnie. Teraz jest taki bezpieczny moment, w którym do wyjaśnienia najważniejszych spraw potrzebny jest czas, inaczej bym nie wyjeżdżał. Wielu piłkarzy i tak jest na urlopach, więc nasze rozmowy toczą się drogą telefoniczną i elektroniczną. Większość tematów ustalona i dograna była, na tyle, na ile w tej chwili mogła być, już przed moim urlopem. Poza tym na miejscu czuwa Piotrek, który ma moje pełne zaufanie, więc wszystko mamy pod kontrolą. Te kilka dni mojej nieobecności na pewno nie spowoduje zaniedbań w moim obszarze.