Pieszo i rowerem po spalskim lesie

   Organizatorzy podzielili rajd na 3 odcinki . Taka samą trasę wyznaczono dla piechurów i rowerzystów. Pierwszy odcinek o długości 25 km miał być tylko zaprawą przed nocnym 50 kilometrowym marszem. Początek był prosty. Wtedy jeszcze wszyscy wypoczęci i w pełni sił szybko wyruszyli na trasę. Od samego początku pojawili się liderzy którzy pokazali, że zależy im na zwycięstwie.  Żołnierze z 25 Brygady Kawalerii Powietrznej zaprawieni w  marszach nie oglądali się za siebie. Twardo szli do przodu. 25 kilometrów nie było zbyt męczące. Leśne ścieżki, trochę asfaltowej drogi nikomu nie sprawiło trudności, choć już po tej trasie zaczęły pojawiać się pierwsze obtarcia i odciski na nogach. Sama natura również nie ułatwiała wędrówki.  Mimo, że nie było tak gorąco jak obawiali się uczestnicy, powietrze było parne i duszne. Z pewnością nie ułatwiało to marszu.  Teraz po przebyciu pierwszego etapu, trzeba było się przygotować na nocną wędrówkę.
   Ten odcinek był najtrudniejszy. Długa droga, przez las w nocy. O to by się zgubić było bardzo łatwo. Zgubienie drogi w takich warunkach…. Tutaj trzeba było się zastanowić czy podjąć wyzwanie.  Nie wszyscy wykazywali się dobrą znajomością mapy i kompasu. Jednak na miejscu startu pozostał tylko najmłodszy uczestnik. Reszta piechurów wyruszyła do wyznaczonego na mapie punktu. Już po kilku kilometrach nocnego marszu dało się odczuć że to nie będzie spacerek i że nie wszyscy będą w stanie go ukończyć. Po 15 kilometrach odpada pierwsza osoba. Źle dobrane buty dały o sobie znać. Organizatorzy przywożą go na miejsce startu. Po kilkunastu minutach kolejny uczestnik dzwoni i prosi o pomoc. Odpadają kolejne osoby. Jednak dla żołnierzy i harcerzy takie wędrówki to nie pierwszyzna.  Radzą sobie całkiem nieźle i nocny marsz zaliczają z bardzo dobrym wynikiem. Byli też tacy, którzy nie prosili o pomoc. Dla nich to było wyzwanie. Mimo zmęczenia, odcisków udało im się przejść 75 kilometrów. Dla nich to ogromny wysiłek po którym już ni zdecydowali się na kontynuowanie marszu. Nagrodą były brawa za ukończenie tej części rajdu. Większość piechurów rezygnuje z dalszej trasy. Na to aby  pójść dalej i ukończyć marsz zdecydowało się tylko 5 uczestników.
   Od początku wyprawy na przedzie szła grupa trzech żołnierzy. Jednak na ostatni odcinek wyruszył tylko jeden. Nie było widać po nim zmęczenia. Jednak natura okazała się silniejsza. Po 80 kilometrach opuściły go siły. Tyle zaliczyli mu organizatorzy. Takiej drogi nie da się pokonać nie odpoczywając. Nie wygrał, wyprzedzili go, nie udało mu się  ukończyć ostatniego odcinka. Po 19 godzinach i 38 minutach pojawiają się zwycięzcy. Kamil Borkowski i Maciej Zieliński. Po nich ze sporą stratą udało się to jeszcze Justynie Nagórce i Marcinowi Mizerskiemu.
   Kiedy na ostatni etap wyruszali piechurzy, do drogi przygotowywali się rowerzyści. Oni również musieli zmierzyć się z taką samą trasą, jednak w dużo krótszym czasie. Ta grupa również bardzo szybko pokonała pierwszy etap, jednak 100 km po leśnych duktach każdemu może dać się we znaki. Zwłaszcza w siedzenie. Na rowerach cały rajd ukończyło 5 uczestników. Wśród rowerzystów najlepszy okazał się Marek Dzianach który pozostałych uczestników wyprzedził o ponad godzinę.
Na koniec same przyjemności. Wrażenia z trasy, wręczanie nagród, gratulacje dla zwycięzców i zapewnienia tych którym się nie udało – W przyszłym roku pokonamy całą trasę.