Spotkanie z Ireną Matuszkiewicz

0
192
Irena Matuszkiewicz urodziła się w Tarnawatce na Lubelszczyźnie, ale mieszka we Włocławku, Z wykształcenia polonista (studiowała na UMK w Toruniu pod okiem m.in. prof. Artura Hutnikiewicza, jej promotora). Jest cenioną autorką powieści obyczajowych doprawianych inteligentnym poczuciem humoru. W swoich książkach umiejętnie łączy realizm z fikcją, czego efektem są powieści o wciągającej fabule. Dotąd opublikowała następujące tytuły:

Agencja Złamanych Serc – 2001, Gry nie tylko miłosne – 2003, Dziewczyny do wynajęcia –  2003, Kochaj mnie – 2003, Salonowe Życie – 2004, Seryjny narzeczony – 2006, Nie zabijać pająków – 2007, Przeklęte zaklęte – 2007, Przebudzenie – 2008, Odkurzanie firmamentu – 2009, Czarna wdowa atakuje – 2009.

 

Autorka pisze o sobie:

„Na proste pytanie: kiedy się urodziłam, od pewnego czasu odpowiadam, że o wiele za wcześnie. Zdecydowanie wolałabym wciąż być młoda i piękna, niż pracowicie odejmować sobie lata za dobre sprawowanie. Zresztą, co mi tam! Odejmuję, czy nie odejmuję i tak wychodzi prehistoria. Urodziłam się 2 kwietnia (o mały figiel byłabym dzieckiem primaaprilisowym) 1945 r. w Tarnawatce, na Lubelszczyźnie. W tej samej Tarnawatce urodził się nieco wcześniej hrabia Tyszkiewicz. Wspominam o tym, bo mój jedyny związek z arystokracją. Niestety. Tarnawatkę opuściłam w wieku lat trzech, by nigdy do niej nie wrócić. Rodzice osiedli we Włocławku, a ja z nimi.

Nie będę snuła rzewnych opowieści o szarym, aczkolwiek szczęśliwym, dzieciństwie bez telewizora ani o trudnej młodości bez telefonii komórkowej, dżinsów i komputera, ponieważ wszystkie te dobra spadły na nas dużo później. Jestem więc człowiekiem z innej epoki…

MOJE CURRICULUM VITAE czyli SKĄD SIĘ WZIĘŁAM?

Wykształcenie: Filolog polski. Studia na UMK w Toruniu, w latach 1963-68. Praca dyplomowa: „Rzeczywistość w powieściach Michała Choromańskiego”, pisana pod kierunkiem Mistrza, prof. Artura Hutnikiewicza. Oceniona na piątkę, co dodaję ze zwykłej skromności.

Zawód uprawiany: Dziennikarz. Studia podyplomowe na UAM w Poznaniu, w latach 1978-79.

Praca zawodowa: Najpierw szukanie swojego miejsca, potem już tylko dziennikarstwo. Nie skłamię, jeżeli powiem, że w moim życiu bardzo dużo zależało od przypadku. Więcej niż mogłam sobie życzyć. Start miałam ambitny. Zaczynałam, co prawda, w prasie zakładowej, ale od razu na stanowisku redaktora naczelnego. Potem był tygodnik regionalny „Kujawy”, gdzie zaczynałam od kierownika działu społecznego, by następnie, poprzez stanowisko sekretarza redakcji dojść do szeregowego dziennikarza. Nie znaczy to, że w końcówce pracowałam coraz gorzej, rozpiłam się czy rozleniwiłam. To rzeczywistość się zmieniła. Ja zapewne też, ale nie aż tak radykalnie.

Przynależność partyjna: PZPR, szeregowy członek. Nie mówię tego, żeby się chwalić, bo specjalnie nie ma czym. Odkąd jednak drastycznie zmalała liczba byłych członków, szczególnie aktywnych, może się okazać, że partia była tworem malutkim, niegroźnym, złożonym z garstki maniaków. Mówię o tym, żeby dać świadectwo prawdzie.

Rodzina: Podstawowa komórka, z której mogę być naprawdę zadowolona. Od 1971 jestem żoną wciąż tego samego męża Mirosława, inżyniera budownictwa drogowego (obecny, skandaliczny stan polskich dróg nie jest w żadnym stopniu zasługą mojego męża). Dzieci są już samodzielne.

Bezczynność: Nie trawię bezczynności, co nie znaczy, że jestem maniakiem pracy. Nie znoszę tylko stanu zawieszenia w próżni. Dopóki byłam kobietą pracującą: żoną, matką i gosposią, uważałam, że doba jest stanowczo za krótka. Potem, w końcówce lat osiemdziesiątych, przyszło ostre tąpnięcie – choroba, szpital, renta i nagle doba okazała się wyjątkowo długa. Jeszcze na trochę wróciłam do dziennikarstwa, ale choroba nóg, choć niby nie dotykała głowy, utrudniała pracę w zawodzie. Moja macierzysta redakcja się rozpadła i po dwudziestu kilku latach pracy, na początku lat dziewięćdziesiątych, zostałam bez pomysły na życie, z mini-rentą w garści. Próbowałam różnych zajęć i po kilku nieudanych próbach, podjęłam kobiecą decyzję, wróciłam do pisania.

Pisanie: Reportaże, publicystyka, to był dla mnie okres zamknięty. W latach dziewięćdziesiątych rynek wydawniczy wzbogacił się o wiele pism kobiecych i nie miałam kłopotu z nawiązaniem współpracy. Od kilku lat wierna jestem wrocławskiemu wydawnictwu Phoenix-Press-Media (Z życia wzięte, Sukcesy i Porażki, Na ścieżkach życia). Ale zachciało mi się czegoś więcej i tak powstała pierwsza powieść. Zadzwoniłam do wydawnictwa Prószyński i S-ka, trafiłam na pana redaktora Jana Koźbiela, porozmawiałam o swoim pomyśle, nie zniechęcił mnie, więc pracowicie skończyłam, to co zaczęłam i już.

Zainteresowania: Staroświeckie. Kiedyś połykałam książki, teraz tylko czytam. Lubię też słuchać, co mówią ludzie, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia na ciekawy temat. Ciekawych tematów znam mnóstwo.

Inni ludzie: Ogólnie lubię ludzi, choć nie wszystkich. Przyjaciół mam niewielu, ale ci, którzy są, to już są.

Jak żyję?: Normalnie i bez narzekań. Mieszkam w typowym bloku gigancie, jeżdżę (a mówiąc dokładniej, jestem wożona, bo nigdy nie zdobyłam się na zrobienie prawa jazdy) błękitnym fiatem seicento. Nie mam psa, kota ani innego „brata mniejszego”, mam za to letni dom na wsi, ostatnie szaleństwo i hobby – szczególnie ogród wokół domu. Nie znam się na ogrodnictwie, ale robiłam w życiu tyle różnych rzeczy, na których się nie znałam, że to mnie nie przeraża. Każdego wieczora zaklinam w duchu uczciwych złodziei, żeby chcieli omijać ten dom z daleka.”

 
Źródło: http://www.proszynski.pl/Irena_Matuszkiewicz-mfc-3104-.html