„Zupa z Króla-Ballada o kochaniu” już wydana.

291

Drodzy tomaszowcy Czytelnicy!

Jest mi niezmiernie przyjemnie, że mogę poinformować o najważniejszym dla mnie wydarzeniu, jakim w tym roku jest bezsprzecznie fakt, że udało mi się wydać drugą książkę. Za kilka dni „Zupa z Króla-Ballada o kochaniu” pojawi się w księgarni Barbary Goździk na Placu Kościuszki i w Skansenie Rzeki Pilicy. Będzie wyglądała tak, jak widzimy na załączonym obrazku. Ponieważ nie widać drugiej części okładki, pozwolę sobie poinformować, że oprócz zdjęcia autora oraz reklam sponsorów, widnieje na niej jeszcze tekst, który mogę nazwać: „Autor sam o sobie”. Oto on:

„Urodziłem się w Tomaszowie Mazowieckim. Po maturze w II LO zdobyłem dyplom nauczyciela języka polskiego na Studium Nauczycielskim w Radomiu, potem na Uniwersytecie Łódzkim przez cztery lata studiowałem pedagogikę. Pracowałem gdzie się dało: w tak zwanej kulturze, w tak zwanym zakładzie poprawczym, po trochu w różnych szkołach. Wreszcie po wielu potyczkach, zamiast nauczaniem, zająłem się zarabianiem pieniędzy. Bywałem: kierowcą, akwizytorem ryb, ajentem stacji benzynowej, a na koniec zostałem nawet dyplomowanym cukiernikiem. W 1987 roku zbuntowałem się na całokształt i wraz z rodziną wyjechałem z Polski, z postanowieniem budowania nowego życia poza jej granicami. Swój nowy dom zbudowaliśmy w gościnnej Kanadzie. Wtedy to jeszcze wydawało się nam, że bardzo długo nie zobaczymy zarówno kraju, jak i bliskich osób. Rzeczywistość okazała się na nasze szczęście inna. Jeśli chodzi o pisanie, to zaczęło się od tego, że wygrałem konkurs literacki ogłoszony przez torontońską „Gazetę”. Zaraz potem otrzymałem propozycję współpracy i tak się to wlecze aż do dzisiaj – przypadkiem zostałem dziennikarzem. Równocześnie pisałem opowiadania, luźno oparte na obserwacjach życia „po obu stronach tęczy” i pokazywałem je w „Gazecie” przy  okazji wydań świątecznych, dołączając konkursy. Wszystkie moje powieści przechodziły próbę ognia właśnie w „Gazecie”. Tak powstała „Akademia Politury”, która ukazała się w Kanadzie drukiem w grudniu 2004, potem „Zupa z Króla-Ballada o kochaniu”, a ostatnia – „Siwy dym”, oczekuje w kolejce do wydania książkowego. „Zupa z Króla – Ballada o kochaniu”, jest częścią tryptyku, który łączy postać Filipa Krawca i kilka innych, nie mniej ważnych dla całości. Każdą z tych pozycji można czytać oddzielnie. Aktualnie pracuję nad następną książką z tego samego cyklu – „Idę się bać zaraz wracam” (właśnie weszła na łamy „Gazety”, a w dalszych planach mam klasyczny kryminał, którego akcja toczy się trochę w Kanadzie, a trochę we współczesnej Polsce. We wrześniu 2005 dwa moje opowiadania zostały wyróżnione na III Konkursie Literackim im. Marka Hłaski w Wiedniu. Jak dotąd nikt mnie jeszcze za to moje pisanie nie pobił, a nawet niektórzy chwalą.

O czym jest „Zupa z Króla”? Jest książką o najcudowniejszym aspekcie ludzkiego życia, jest bowiem książką o kochaniu. Jedna z czytelniczek po lekturze odcinków „Zupy z Króla” nazwała mnie „cudownym opowiadaczem historii”. Akcja rozgrywająca się w małym miasteczku położonym w samym środku Polski, toczy się pod dyktando opowiadań raz bohatera, Filipka Krawca, raz narratora. Chociaż książka mocno oparta jest na twardych realiach dojrzewania, przekształcania się dziecka w młodzieńca oraz wchodzenia w wiek dorosły w powojennej rzeczywistości siermiężnego komunizmu, atmosfera budowanego świata jest po połowie z tą realną – baśniowa, fakty – nie zawsze do końca wyjaśnione, a opowiedziane historie wiążą się ze sobą po jakimś dopiero czasie, początkowo pozornie bez ładu porozrzucane po kartach książki, jak klocki. Oddaję „Zupę z Króla-balladę o kochaniu” w ręce Czytelników z nadzieją, że przypomni niektórym stare, kochane miejsca, a innym opowie kawałek współczesnej historii Polski”.

Tym miasteczkiem w środku Polski jest mój Tomaszów Mazowiecki, miasto, w którym się urodziłem, dorastałem i funkcjonowałem przez lata, moje miasto na całe życie, jemu zresztą książka jest dedykowana. Aby dokładniej poinformować Czytelników o tym, co w książce jest prawdziwe, a co fikcyjne, zamieszczam na stronie tytułowej taką informację, która powinna rozproszyć wszelkie ewentualne wątpliwości:

„Prawdziwe w tej książce jest wszystko, z wyjątkiem postaci, zdarzeń i sytuacji, które są fikcją i nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistych. Prawdziwe jest miasto Tomaszów Mazowiecki, autentyczne jest porwanie bohatera, a już najprawdziwsze to są Anioły, przez całe życie krążące nad jego głową”.

Tak więc książka jest mocno tomaszowska, ale żeby była jeszcze bardzie, zilustrowałem ją doskonale oddającymi klimat tamtych lat rysunkami. Skąd te rysunki? Otóż mam w moim mieście przyjaciela, który oprócz tego, że jest dyrektorem wspaniałej instytucji miejskiej: Skansenu Rzeki Pilicy, to jeszcze artystycznie posługuje się piórkiem. Poprosiłem więc Andrzeja Kobalczyka o pozwolenie na publikację w mojej książce jego rysunków. Udzielił mi pozwolenia, i to całkowicie bezpłatnie. Na dodatek, dzięki jego protekcji, skorzystałem jeszcze z kilku zdjęć autorstwa Artura Wolskiego, który jest rzecznikiem prasowym prezydenta miasta Tomaszów Mazowiecki. Nie ukrywam, jak bardzo jestem wdzięczny obu panom za bezcenną przysługę.

Jaki jest mój stosunek do „Zupy z Króla”? Przyznam, że bardzo osobisty i nie zwyczajny, chociaż nie jest to powieść autobiograficzna. Nie byłbym jednak szczery z Czytelnikami i z samym sobą, gdybym nie przyznał się do tego, że oparta jest w pewnym sensie na moich własnych przeżyciach. Ale w jakim stopniu – nie, do tego już się nie przyznam. Mogę jedynie powiedzieć, że własne obserwacje połączyłem z wyobrażeniami, albo też literacko wyrażonymi przypuszczeniami, na temat: – Co by było, gdyby…? Prawda, że każdy sobie choć jeden raz w życiu zadał takie pytanie? A ja zadawałem je sobie może trochę częściej i dlatego być może musiałem napisać książkę pod tytułem: „Zupa z Króla-Ballada o kochaniu”. Mimo iż jest moją drugą wydaną książką, to tak naprawdę jest to pierwsza napisana przeze mnie powieść. I dlatego się tak do niej przywiązałem, i dlatego umiejscowiłem jej akcję w moim mieście. Jaka  jest książka? Tego nie wiem. Pewnie, że się boję oceny moich Czytelników, szczególnie tych z Tomaszowa Mazowieckiego, którzy będą mogli w trakcie lektury odnaleźć znajome miejsca, a może nawet czasami skojarzą jakieś przelotne, zapomniane już postaci i fakty. Mam nadzieję, że przy czytaniu przypomną sobie niniejsze wyznania autora i wezmą w swoich ocenach poprawkę na czuły, może zbyt czuły jego stosunek do wytworu własnej wyobraźni, z którym tak mocno związał się emocjonalnie. Życzę Państwu przyjemnej lektury!   

Edward Wójciak