„Zupa nic” – Seans z Cyklu Kultura Dostępna

827

Kultura Dostępna to projekt, dzięki któremu szerokie grono odbiorców może zapoznać się w najwyższym kinowym standardzie z polską sztuką filmową korzystając z niezwykle atrakcyjnej ceny biletu.

Już w najbliższy czwartek 7 kwietnia poznamy losy Marty, romantyczki i szkolnej ofiary losu, dzielącej pokój z siostrą Kasią i babcią (Ewa Wiśniewska), która zamiast bajek opowiada wnuczkom powstańcze historie. W pokoju za ścianą swe małżeńskie życie toczą rodzice, Tadek (Adam Woronowicz) i Elżbieta (Kinga Preis). On jest stale upokarzanym przez system inteligentem, który po pracy pędzi bimber i po cichu zazdrości opływającemu w dobrobyt szwagrowi (Rafał Rutkowski). Ona jest przewodniczącą zakładowej Solidarności z potrzebą wolności i marzeniem, żeby w końcu wyrwać się z Polski. Prawdziwe emocje dla całej rodziny zaczną się jednak wtedy, gdy pod blokiem stanie wymarzony pomarańczowy maluch. Ela i Tadek odkryją powołanie do handlu oraz zagranicznych wojaży, a dorastająca Marta po raz pierwszy w życiu naprawdę się zakocha.

Kolejne tytuły, które będzie można obejrzeć w ramach projektu Kultura Dostępna to:

14 kwietnia – Koniec świata czyli Kogel Mogel 4
21 kwietnia – To musi być miłość
28 kwietnia – Magdalena
05 maja – Bo we mnie jest seks
12 maja – Lokatorka
19 maja – Biały potok
26 maja – Sonata
02 czerwca – Za duży na bajki
09 czerwca – 8 rzeczy, których nie wiecie o facetach
16 czerwca – Jakoś to będzie
23 czerwca – Inni ludzie
30 czerwca – Koniec świata, czyli Kogel Mogel 4
07 lipca – Powrót do tamtych dni
14 lipca – Krime Story. Love Story
21 lipca – Mój dług
28 lipca – Marzec ’68
04 sierpnia – Moje wspaniałe życie
11 sierpnia – Piosenki o miłości

Operatorem projektu Kultura Dostępna jest Narodowe Centrum Kultury. Systemowe rozwiązanie służyć ma niwelowaniu barier kompetencyjnych, finansowych, szczególnie dla grup narażonych na wykluczenie. Dzięki temu we wszystkich kinach Helios na terenie całej Polski w każdy czwartek o godzinie 13:00 i 18:00 odbywają się specjalne pokazy polskich filmów, na które bilety kosztują tylko 10 zł.

Zapraszamy: www.kulturadostepna.pl

„Zupa nic”, najnowszy film Kingi Dębskiej, wpisuje się w falę kina świadomie nostalgicznego, oswajającego na swój sposób rzeczywistość PRL’u.

Podczas ostatniego, całkiem zresztą udanego festiwalu w Gdyni, raz po raz przecierałem oczy ze zdumienia i podświadomie wyczekiwałem aż po raz kolejny wysłucham z ekranu szlagierów Maanamu, Izabelli Trojanowskiej, lub „Dmuchawców, latawców, wiatru” Urszuli. W najnowszym polskim kinie prawie nie ma tematów współczesnych, są za to liczne wycieczki w stronę przeszłości. Była bezpieczna, wydaje się oswojona.

I taka właśnie jest „Zupa nic”. Reżyserka, specjalizująca się w tak zwanym „kinie środka”, spogląda na przeszłość pobłażliwie. Nie ma ochoty, a może i temperamentu, na rozliczanie się z dorastaniem w czasie komuny. Jeżeli w jej filmie pojawiają się tematy społeczne (żona działa w „Solidarności”, mąż mało jest opozycyjny), stanowią jedynie budujący komediową narrację ornament, nie stanowią przestrzeni budującej jakiekolwiek głębsze znaczenia. W ogóle „Zupa nic” nie pretenduje do kategorii głębokiego psychologicznego czy socjologicznego portretu społecznego. Nic z tych rzeczy. To nie jest film o polityce, nie jest również tytułem o szarzyźnie komuny. Przeciwnie, w czasie po pandemii (premiera odbyła się w sierpniu tego roku), „Zupa nic” miała dawać widzom relaks, uśmiech, poczucie odprężenia. Zamysł się powiódł. Większość kinomanów wychodziła z kina uśmiechnięta.

Kinga Dębska podkreślała w wywiadach, że w filmie opowiada w gruncie rzeczy swoją własną historię. W scenariuszu konsultowanym z dramaturżką Olgą Śmiechowicz, pokazuje własne idylliczne dzieciństwo. Nie potrzeba było wiele: perspektywa dziecka nie dostrzega rewolt politycznych, społecznych, obyczajowych. Widzi to, co na wyciągnięcie ręki. Energiczną mamę, gapowatego tatę, fertyczną babcię, psotliwą siostrę. Na małym metrażu, wśród ciągłych utyskiwań, przekomarzanek, kwitnie miłość rodzinna. Nie mówi się o tym głośno, ale to wszystko się czuje. W filmie tę przyjazną aurę wyczuwa się natychmiast.

Mniejsza o fabułę, „Zupa nic” nie jest żadną konsekwentnie poprowadzoną opowieścią. Ta historia nie prowadzi do widowiskowej pointy, nie daje poczucie koherentności, nie pretenduje też do historyczno-socjologicznej rekonstrukcji czasów. To są w zasadzie scenki z życia PRLu. Niektóre wydają się oryginalne, inne – jak rytualne otwieranie paczek z Zachodu, albo kolejki po wszystko i po nic – wpisują się w zbiorową ikonografię PRL’u. W filmie Kingi Dębskiej poszczególne skecze znajdują swoje miejsce w dużym stopniu dzięki dyspozycji aktorów. Na Kingę Preis, z którą Dębska pracuje po raz kolejny, wcześniej był „Plan B”, zawsze patrzy się z przyjemnością; Adam Woronowicz po raz kolejny ujawnia wielki talent komediowy, ale chyba największym aktorskim objawieniem filmu jest kreacja Ewy Wiśniewskiej jako babci. Wiśniewska, ikona polskiego aktorstwa, jest w „Zupie nic” witalna, autoironiczna i bardzo współczesna. Słodko-gorzka, smutno-zabawna, po prostu wspaniała.

Łukasz Maciejewski