Anna Rutkowski urzekła Tomaszowian

348
Przed spotkaniem Anna Rutkowski wystąpiła przed mikrofonem popularnej tomaszowskiej rozgłośni – Radia Fama. A potem urzekła uczestników wydarzenia swoją osobowością.

Zakończenie cyklu odbyło się tym razem w nowym miejscu – w restauracji „Literacka”. W gościnnej sali „Literackiej” wypełnionej przyjaciółmi Edka Wójciaka oraz innymi mieszkańcami miasta, zainteresowanymi wyjątkowym gościem z Austrii, Ania opowiadała o swojej pracy detektywa. Spotkanie rozpoczęła w niezwykle ujmujący sposób Basia Goździk z Księgarni na Placu Kościuszki, co już weszło w tradycję spotkań wymyślonych przez Edka Wójciaka. Zapowiedziane przez nią trio z Państwowej Szkoły Muzycznej dało popis wysokiego kunsztu wykonawczego, mimo że byli to studenci pierwszych klas. W nagrodę za specyficzny „muzyczny bukiet” otrzymali oni rzęsiste oklaski, a od prowadzącego spotkanie – po książce z dedykacją.

Wywiad z Edkiem Wójciakiem

Jak to się stało, że wymyślił Pan „Gościa Edka Wójciaka”?

Przyleciałem do Polski w grudniu 2007. Nie zamierzałem pozostawać tu dłużej niż dwa miesiące, ale stało się inaczej za sprawą przyznania mi przez Redakcję „Jupitera”, pisma Klubu Inteligencji Polskiej w Austrii, Polonijnego Oskara w dziedzinie Literatury – Złotej Sowy Jupitera. Mówiąc krótko – nie opłacało mi się wyjeżdżać do Kanady, bo z Tomaszowa bliżej do Wiednia niż z Toronto. Kiedy wróciłem z piękną statuetką, która potem przez wiele dni zdobiła witrynę Księgarni mojej serdecznej przyjaciółki Basi Goździk, przyjaciele wymyślili Benefis Edka Wójciaka. Galeria Arkady pękała w szwach, przygrywał mój przyjaciel, też Tomaszowianin, chociaż z Gdańska – Włodek Votka, było serdecznie i cieplutko. Po tym wydarzeniu, nie bez pomocy właśnie Basi i Antka Malewskiego, niestrudzonego twórcy popularnych „Herosów Rocka”, zrodziła się refleksja, że trudno mi będzie tak po prostu rozstać się z urzekającą i wierną publicznością z mojego kochanego Tomaszowa. Biorąc pod uwagę dwa czynniki – moją popularność w mieście i osobiste serdeczne relacje z wieloma ciekawymi ludźmi z Polski i ze świata, postanowiłem to wykorzystać, organizując serię spotkań z nimi.

– Niełatwe zadanie…

Dla mnie nie istnieją sprawy trudne. Emigracja wiele mnie nauczyła. Otrzymałem od niej w prezencie siłę przebicia, łatwość w nawiązywania kontaktów, i tak niezbędny w życiu luz. Chciałem wnieść coś swojego, a zarazem nowego, w senne życie mojego miasta. Byłem entuzjastą i optymistą.

– Opłaciło się?

Mimo pewnych niewielkich kłopotów, powiem, że bardzo. Nie otrzymałem wsparcia materialnego od władz miasta, chociaż próbowałem uzyskać, choć trochę drobnych na zwrot kosztów podróży. Mimo to moje imprezy odbywały się przy wypełnionych salach, trwały nieprzyzwoicie długo, a nikt z nich nie wychodził, nikt też nie drzemał. Zachęcony życzliwością gospodarzy Galerii Arkady, uważałem, że mam w nich sprzymierzeńców. Także pomoc oddanych przyjaciół, wspomnianych już: Basi i Antka, dodawała mi skrzydeł. Niestety, moja koncepcja podawanych niejako „na talerzu”, gotowych „dań” kulturalnych, z niezrozumiałych dla mnie do dziś powodów, nie przypadła do gustu właścicielowi Galerii. Musieliśmy się rozstać, a szkoda. Miejsce to w dalszym ciągu jest dla mnie magiczne. Dawno temu, jako pracownik tomaszowskiego Muzeum, otwierałem Galerię pod Arkadami, która po kapitalnym remoncie, z jatek stała się tym, czym jest dzisiaj. Poza tym do Galerii wchodzi się marszem prosto z Placu. W dalszym ciągu spotykam się w niej z Przyjaciółmi, bo nie ma takiego drugiego miejsca w Tomaszowie.

Spotkanie z Anną Rutkowski odbyło się w Literackiej. Dlaczego właśnie tam, nie gdzie indziej?

Po exodusie z Galerii Arkady nie mogłem sobie pozwolić na odwołanie dopiętej już na ostatni guzik imprezy z Anią Rutkowski. Wybór miejsca posiada swoje głębokie uzasadnienie. Literacka dla mnie i dla mojego pokolenia jest kultowa. Z nazwą i miejscem kojarzą się nam niezapomniane spotkania z muzyką tamtych czasów – rock’n rollem. Tutaj nam, nastolatkom rozkochanym w tej niemal zakazanej wtedy muzyce zza żelaznej kurtyny, Antek Malewski i Wojtek Szymański „Szymon”, organizowali tak zwane „fajfy”, coś w rodzaju dzisiejszych dyskotek, puszczając hity z magnetofonu „Bambino”. Piwko „Łódzkie” serwował Janek Janowski, nawiązywały się przyjaźnie po grób, rodziły się pierwsze uczucia. Powrót do Literackiej odbył się więc, dzięki uprzejmości właścicieli oraz niezrównanych barmanek – Marty i Kasi – niejako na zasadzie powrotu na stare śmieci. I udało się.

A jak zaprezentowała się bohaterka tego ostatniego spotkania – Ania Rutkowski?

Znakomicie. Kiedy ją zapraszałem, zgodziła się natychmiast, zaznaczając jednak, że ma obawy, czy sprosta, gdyż nigdy przedtem nie występowała przed publicznością. Obawy okazały się płonne. Ania posiada niezrównany wdzięk oraz talent do opowiadania. Szybko nawiązała bezpośredni, życzliwy kontakt z mieszkańcami miasta zgromadzonymi w Literackiej. Jej bezpretensjonalność, szeroka wiedza w wielu dziedzinach, kultura i naturalność, pomogły w przekazaniu ciekawych, niezwykłych, choć nieprostych zagadnień i epizodów z życia właścicielki Agencji Detektywistycznej w Wiedniu. Padło wiele pytań, również tych ze sfery prywatnej, bo wiadomo, że Ania Rutkowski była żoną słynnego detektywa, Krzysztofa Rutkowskiego. Ze wszystkimi pytaniami poradziła sobie doskonale, ku zadowoleniu pytających. Po dwóch godzinach oficjalne spotkanie przerodziło się w mniej oficjalne, z szampanem podawanych z okazji moich urodzin. Impreza zakończyła się bladym świtem, co już należy do tradycji spotkań z cyklu „Gość Edka Wójciaka”.

Nie żal było Panu zakończyć tej ledwie rozpoczętej złotej serii?

Nie powiedziałem, że ją zakończyłem. Raczej zawieszam cykl. Muszę lecieć do Kanady, powodowany sprawami zawodowymi i rodzinnymi. Ja tu wrócę, „ostrzegam” i obiecuję słowami wziętymi z piosenki Włodka Votki. Cykl spotkań w Literackiej będzie kontynuowany. Zachęca mnie przyjęcie mieszkańców miasta i zauważalny głód podobnego typu imprez. Mam jeszcze wiele ciekawych osób do zaprezentowania, że wymienię te, które już zgodziły się na udział: reżyser Adek Drabiński, dziennikarz z Angory Marek Koprowski, aktor Teatru Nowego w Łodzi – Wojtek Droszczyński, uczestnik misji pokojowych NATO – pułkownik Jurek Dereń, i wielu innych, którzy jeszcze nawet o tym nie wiedzą. Do zobaczenia za kilka miesięcy!

Dziękuje za rozmowę.