Darmowe podręczniki szkolne jeszcze nie dla wszystkich

240
Muszą kupić im podręczniki szkolne, przybory, pomoce naukowe oraz opłacić komitet rodzicielski. Do tego dochodzą wycieczki klasowe. W praktyce okazuje się więc, że kształcenie sporo kosztuje.
Bezpłatny elementarz dla pierwszo- i drugoklasistów
Prawo do bezpłatnej edukacji zapisane jest w obowiązującej konstytucji. Samorządy prowadzą placówki kształcenia, z usług których może skorzystać każdy. Nie musi przy tym ponosić opłat związanych np. z zapisaniem się i możliwością uczestnictwa w zajęciach. Gminy, zwłaszcza wiejskie, organizują też darmowy transport dla uczniów z miejsca ich zamieszkania do szkoły i z powrotem.
Sęk w tym, że całą resztę trzeba płacić. W 2014 r. rząd wprowadził darmowy podręcznik do edukacji wczesnoszkolnej. Jednak objął on jedynie pierwszaków. W tym roku prawo do bezpłatnego elementarza zyskają uczniowie z drugich klas podstawówek. Cała reszta nadal musi kupować podręczniki szkolne za własne pieniądze, a te nie są małe.
Skompletowanie wyprawki utrudnia fakt, że w ostatnich latach bardzo często zmieniają się podręczniki. Nie można więc odkupić tych z zeszłego roku, ponieważ są już w pewnej części nieaktualne albo całkiem nieprzydatne.
Po części wynika to ze zmieniającej się podstawy. Od pewnego czasu polskie szkolnictwo przechodzi jedną wielką reformę. Reforma goni reformę. Nie ma stabilizacji. Kolejny minister ma swoją wizję i plany naprawy sytuacji.
Swoje robią też firmy wydające podręczniki szkolne. Ciągle wypuszczają uaktualnienia, dodatki. Szkoły i nauczyciele ulegają więc presji wymiany wykorzystywanych dotąd tytułów. Cierpią na tym rodzice. Cierpi przyroda, bo żeby wyprodukować nowe książki, trzeba poświęcić trochę drzew.
Mimo ciągłych zmian, poziom kształcenia praktycznie się nie zmienia. Brakuje bowiem spójnej wizji. Istnieje wrażenie, że wszystko robione jest przypadkowo, bez skoordynowania.
Nieco łatwiej mają rodzice obecnych pierwszoklasistów i dzieci, które we wrześniu pójdą do drugiej klasy. Oni otrzymają, a właściwe zostanie im użyczony, elementarz, który będą musieli zwrócić w czerwcu. W razie zniszczenia podręcznika przez dziecko rodzic będzie musiał oddać szkole równowartość książki.
Z czasem darmowe podręczniki mają otrzymać wszyscy uczniowie podstawówek. To jednak melodia przyszłości. Choć koszty tego przedsięwzięcia wydają się duże, to i tak mniejsze, niż gdyby państwo miało fundować podręczniki szkolne np. dekadę wcześniej. Wówczas było więcej dzieci, więc budżet państwa zostałby obciążony o wiele bardziej niż obecnie.
Pewnym pocieszeniem jest fakt, że w razie odpowiednio wczesnego zakupu można nieco zaoszczędzić na książkach. W czerwcu i na początku wakacji sklepy oraz księgarnie oferują spore rabaty, które sięgają 20-30 proc. Część wydawnictw namawia do zakupów grupowych, proponując szkołom dodatkowe bonusy, np. pomoce dydaktyczne, bezpłatne materiały multimedialne, darmowy podręcznik dla nauczyciela.