Marzenia o prawdziwym domu

Dzieciństwo to najważniejszy okres w życiu każdego człowieka. Okres, w którym poznajemy otaczający świat i kształtujemy swoje charaktery. To właśnie wtedy potrzebujemy najwięcej miłości i opieki dorosłych. Niektórzy o takim szczęściu mogą jedynie pomarzyć. Ciepło i bezpieczeństwo domowego ogniska w rodzinnym gronie najbliższych, to najważniejsze marzenie dzieci w Domu Dziecka.

Siedemnastoletnia Beata  nie pamięta jak wraz z siostrą i bratem trafiła do DD. Właściwie od początku musi sama radzić sobie z wszystkimi problemami. W DD wszystko wydaje się wspólne. Z konieczności wspólne są pokoje sypialne i „domowe” pomieszczenia, wspólne są meble, wspólne jest podwórko. Wspólni są też opiekunowie, wspólne rejony do sprzątania, wspólne są czasem nawet rzeczy. Wspólne są marzenia o prawdziwym domu. Tylko samotność nie jest wspólna, choć wszystkich dotyczy.

Do tego życie w „bidulu” nie pozwala o samotności zapomnieć.

Według Beaty w DD trzeba walczyć o swoje od najmłodszych lat. O miejsce w niepisanej hierarchii, lepsze rzeczy lub dostęp do komputera. Zawsze wygrywają silniejsi i sprytniejsi. Tylko czasem starsze dzieci zajmują się młodszymi, dzielą się z nimi zabawkami, a czasem nawet ubraniami.

Dzieci z DD mają o wiele więcej problemów z nauką szkolną, niż ich rówieśnicy z „normalnych” domów. Często zdarza się, że nie chodzą do szkoły i poważnie zaniedbują szkolne obowiązki. Nie zależy im na nauce i ocenach. Nie ma kto im wytłumaczyć, że porządne wykształcenie daje szanse na lepszą przyszłość. Ale jak tu się uczyć skoro nie ma komu pochwalić się swoimi sukcesami? Przy tym wychowankowie DD czują się zazwyczaj gorsi, przez brak rodziców i solidnego wsparcia z ich strony.

Beata z niechęcią wspomina pierwsze lata podstawówki, gdy była wyśmiewana, bo nie nosiła modnych ciuchów i nie jeździła na szkolne wycieczki.

Trudnym okresem, zwłaszcza dla małych podopiecznych są święta, czas który spędza się z rodziną. Po jednych czasem przyjeżdżają rodzice, dziadkowie lub bliscy, drudzy muszą się obejść smakiem rodzinnego domu.

Czy można im pomóc? Czy można coś zmienić w codziennej, szarej rzeczywistości Domu Dziecka?

Oczywiście niektórzy powiedzą, że przecież państwo daje pieniądze na DD, że są tam wychowawcy i opiekunowie, którzy powinni się dziećmi zajmować. Wielu też powie, że niejednokrotnie przeznaczyło jakieś rzeczy lub pieniądze na potrzeby DD. Ale czy to wystarczy? Czy zrobiliśmy już wszystko, aby żadne dziecko nie czuło się samotne i opuszczone? Czy w kontekście wielkiej pomocy, jaką świadczymy dla dzieci – ofiar tsunami w Azji dostrzegamy potrzeby samotnych dzieci żyjących obok nas? A może jednak coś moglibyśmy jeszcze zmienić?

Pomyślmy o tym w perspektywie radosnego oczekiwania na zbliżające się Święta Wielkanocne.