Dylemat przyszłych mam: rodzić, ale gdzie?

325
Problem na oddziale ginekologiczno – położniczym pojawił się już kilka lat temu. Wówczas część tego oddziału została oddana pod użytek Oddziałowi Intensywnej Opieki Medycznej. Taka sytuacja miała trwać tylko dwa miesiące, jednak przeciągnęła się do dnia dzisiejszego. Brak miejsca, gdzie przyszłe mamy, mogłyby w spokoju oczekiwać chwili narodzin dziecka, powoduje dyskomfort psychiczny. Doszło do sytuacji, że w jednej sali leży kobieta z nowotworem, a obok niej młoda dziewczyna z trudnościami związanymi z donoszeniem ciąży.

Dlatego postanowiono rozprzestrzenić łóżka szpitalne. Obecnie jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zagospodarowanie dwóch kolejnych sal na oddziale o dodatkowe osiem łóżek. To tymczasowe rozwiązanie, według ordynatora oddziału ginekologicznego, stwarza jedynie namiastkę komfortu. Dyrektor szpitala Jacek Chyliński nie może nic więcej obiecać, ale zapewnia, że będzie robić wszystko, aby nieprawidłowości na tym oddziale były rozwiązane. Dementuje on również plotki o likwidacji oddziału ginekologicznego.

Trudna sytuacja szpitala z pewnością nie przyspieszy długo oczekiwanego remontu na oddziale ginekologicznym. A to właśnie przyszłe mamy powinny mieć zapewnioną jak najlepszą opiekę, w jak najlepszych warunków. Dlatego powstał pomysł powołania tzw. porodówki rodzinnej. Ale przy obecnych funduszach szpitala, jest to przedsięwzięcie odległe w czasie.

W Tomaszowie Mazowieckim, w styczniu odebrano 99 porodów, w tym 6 bliźniaczych. W ciągu roku liczba narodzin zamyka się w 1000 przy obecnym niżu demograficznym. Czy lekarzom uda się nakłonić kobiety do porodów w tomaszowskiej placówce?

Przyszłe mamy z pewnością nie interesuje trudna sytuacja finansowa szpitala. Tłumaczenie się brakiem funduszy nie jest przekonującym argumentem w podjęciu decyzji, co do bezpiecznych narodzin dziecka.