Udana inauguracja Ligi Mistrzów

330


W zespole mistrzów Polski poza meczową dwunastką na to spotkanie znaleźli się Michał Winiarski i Andrzej Wrona. Z kolei w pierwszym składzie na ten mecz znalazł się Ferdinand Tille, który zastąpił Kacpra Piechockiego. Dla Niemca był to debiut w barwach PGE Skry Bełchatów.

PGE Skra nieźle rozpoczęła ten mecz, prowadziła na początku pierwszej partii 7:3. Wprawdzie Czesi zbliżyli się do bełchatowian na jeden punkt, ale na więcej podopieczni Miguela Falaski gospodarzom już nie pozwolili. Goście podkręcili tempo, a dzięki bardzo dobrej postawie Mariusza Wlazłego i Wojciecha Włodarczyka mistrzowie Polski wyszli na prowadzenie 16:10. PGE Skra dzieliła i rządziła na boisku, czyli grała siatkówkę do której przyzwyczaiła już swoich kibiców w tym sezonie.

 
 

 

Zawodnikom Jihostroja dawał się we znaki zwłaszcza kapitan bełchatowian, który na polu zagrywki wręcz demolował rywali. Czesi na własnej skórze przekonali się jak serwuje najlepszy zawodnik mistrzostw świata. Pod koniec seta gospodarze zerwali się jeszcze do odrabiania strat, ale na mistrzów Polski to było za mało. Bełchatowianie bardzo pewnie wygrali tę partię.

Drugi set rozpoczął się niemal identycznie jak pierwszy, czyli od pewnego prowadzenia PGE Skry. Gospodarze mieli problemy z przyjęciem, a bełchatowianie z zimną krwią wykorzystywali każdy błąd rywala. Nie było z tym większych problemów zwłaszcza wtedy, gdy na zagrywkę wchodził Wlazły. Na pierwszej przerwie technicznej PGE Skra prowadziła 8:4. Po chwilowym odpoczynku ta przewaga wzrosła, ale nagle siatkarze z Bełchatowa… stanęli. Gospodarze zdobyli kilka punktów z kolei, a z bardzo dobrej strony pokazał się Michal Krisko, który niemal w pojedynkę doprowadził w tej partii do wyrównania. Czesi nie zwalniali tempa i po chwili wyszli już na trzypunktowe prowadzenie. Bełchatowianie kompletnie się pogubili, a gospodarze wyraźnie złapali wiatr w żagle. Kapitalną serię drużyny z Czeskich Budziejowic przerwał w końcu Facundo Conte. Sporo ożywienia do gry bełchatowian wniósł Nicolas Marechal. Po asie serwisowym Srećko Lisinaca PGE Skra ponownie wyszła na prowadzenie. Niestety po chwili podobnym zagraniem popisał się Vladimir Sobotka i końcówka zrobiła się bardzo nerwowa. Więcej zimnej krwi zachowali mistrzowie Czech i niespodziewanie bełchatowianie przegrali drugiego seta. Jihostroj bardzo szybko podniósł się z kolan.

W drugiej partii gospodarze znów postawili mistrzom Polski bardzo trudne warunki, ale tylko na początku. Do pierwszej przerwy technicznej pojedynek był zacięty, dopiero później bełchatowianie wyszli na prowadzenie 11:8. Nicolas Uriarte coraz częściej grał środkiem i to przynosiło efekty, bo jego podania kończyli Karol Kłos i Srećko Lisinac. Coraz pewniej na boisku czuł się też Facundo Conte. Bełchatowianie odzyskali pełną kontrolę w tym secie i wyszli na prowadzenie 20:14. Nadzieję Czechów na korzystny rezultat w tej partii odebrał argentyński przyjmujący PGE Skry. Po dwóch udanych serwisach Conte wszystko było już jasne. Mistrz Polski bardzo pewnie wygrał trzecią odsłonę tego meczu i wszystko wróciło do normy.

W trzecim secie mieliśmy deja vu z drugiej partii. Do pierwszej przerwy mecz był wyrównany, a po powrocie na boisko sporą przewagę wypracowali podopieczni Miguela Falaski. Ponownie mogła się podobać współpraca na linii Uriarte-Kłos. Bełchatowianie już do końca dyktowali warunki na boisku i bez problemów wygrali ostatnią partię. Pomimo chwilowego kryzysu w drugiej partii bełchatowianie pokazali, że oba zespoły dzieli różnica klas.

Jihostroj Czeskie Budziejowice – PGE Skra Bełchatów 1:3 (20:25, 25:22, 17:25, 19:25)

Budziejowice: Sulista, Habr, Krisko, Kuliha, Mach, Sobotka, Hubka (libero)

PGE Skra: Uriarte, Conte, Kłos, Wlazły, Włodarczyk, Lisinac, Tille (libero) oraz Brdjović, Marechal.

Źródło: www.skra.pl