„Historie odnalezione Andrzeja Kobalczyka”

0
203

Autor: Skansen Rzeki PIilicy

„Historie odnalezione” Andrzeja Kobalczyka ukazują się w stałym cyklu w piątkowych wydaniach „Tygodnika 7 Dni” – dodatku do „Dziennika Łódzkiego” (mutacja Tomaszów Mazowiecki, Opoczno).

Zginął od zabłąkanej kuli na drodze pod Spałą

,Do nietypowego, tragicznego zdarzenia doszło 14 czerwca 1938 roku na drodze między Spałą i Tomaszowem. Odbiło się ono szerokim echem zarówno z powodu jego niezwykłych okoliczności, jak i ze względu na postać śmiertelnej ofiary. Świadczył o tym artykuł, zamieszczony dwa dni później przez łódzki dziennik „Głos Poranny”. Epatował on czytelników tytułem: „Tragiczna śmierć dyr. Steigerta. Trafiony w głowę zabłąkaną kulą zmarł w samochodzie, nie odzyskawszy przytomności”.

W artykule napisano, że ofiarą tego wypadku padł 52-letni Otto Steigert – dyrektor administracyjny jednej z największych fabryk w Łodzi, znanej pod nazwą „Widzewskiej Manufaktury”. Feralnego dnia wracał swoim samochodem do Łodzi wraz z żoną i synem z letniska w Czarnieckiej Górze. „W godzinach wieczornych gdy samochód znalazł się na szosie między Spałą a Tomaszowem, nagle w motorze nastąpił defekt, wymagający natychmiastowej naprawy. Dyrektor Steigert wysiadł z auta, a szofer przystąpił do naprawiania motoru. W pewnym momencie, gdy dyr. Steigert zatrzymał się przed samochodem, przypatrując się pracy szofera, nagle rozległ się odgłos wystrzału, a w chwilę po tym dyr. Steigert zachwiał się i upadł na ziemię obok szofera” – relacjonowała łódzka gazeta.

Podała dalej, że dyrektor został postrzelony w tył głowy i natychmiast stracił przytomność. Żona postrzelonego z pomocą kierowcy ulokowała rannego w samochodzie. Ponieważ naprawa była już dokonana, auto szybko ruszyło do szpitala w Tomaszowie. Niestety, w czasie jazdy dyrektor Steigert zmarł na rękach żony.

Jak napisano w tej relacji, jeszcze w godzinach nocnych policja ustaliła, że sprawcą śmiertelnego postrzelenia był uczeń gimnazjum kupieckiego w Tomaszowie Tadeusz Dębiec. Tego dnia był on u swoich rodziców, mających gospodarstwo w Królowej Woli. Przed wieczorem wybrał się do lasu, by postrzelać do ptaków ze sportowego karabinka.

Strzelał do ptaków, czy „na wiwat”?

Nieco inny przebieg wypadku podał tego samego dnia łódzki dziennik „Ilustrowana Republika”. Napisano w nim, że w aucie dyr. Steigerta pękła opona, a on sam na czas naprawy poszedł żoną i synem na spacer do lasu. Gdy Steigertowie oddalili się zaledwie o 10 kroków nadjechał na rowerze jakiś chłopiec. Nie mierząc zupełnie, strzelił nagle z floweru „na wiwat” trafiając O. Steigerta w głowę.

Był to nie Tadeusz, lecz Julian Dębiec, 17-letni gimnazjalista i członek „Strzelca”. Dębiec szedł lasem, niosąc broń sportową do siedziby swojej organizacji. Powodowany dziecinną fantazją, wystrzelił z jednego z karabinków. Kula trafiła dyr. Steigerta, który zmarł pół godziny później w tomaszowskim szpitalu. Inne gazety podawały, że w międzyczasie pomocy postrzelonemu miał udzielać lekarz wojskowy z prezydenckiej rezydencji w Spale.

Epilog tej tragedii rozegrał się 30 września tegoż roku podczas rozprawy przed sądem rejonowym w Piotrkowie na sesji wyjazdowej w Tomaszowie. Nierozważnego gimnazjalistę za nieumyślne spowodowanie śmierci O. Steigerta skazano na osiem miesięcy więzienia.

Na zdjęciu: Na drodze pod Spałą. Zdjęcie z okresu międzywojennego. Archiwum Andrzeja Kobalczyka

Uzbrojony złodziej jechał rowerem skradzionym z… sądu

Niemałym tupetem wykazali się złodzieje, którzy nocą z 10 na 11 października 1938 roku włamali się do pomieszczeń… Sądu Grodzkiego w Tomaszowie. Ich łupem padły przechowywane w osobnym magazynie dowody rzeczowe w prowadzonych sprawach o kradzieże, a wśród nich: rowery, kupony tkanin, a nawet części bielizny. I to właśnie jeden ze skradzionych w sądzie rowerów przyniósł pecha prowodyrowi złodziejskiej szajki.

Nazajutrz, jadąc na nim, został ujęty przez tomaszowskich policjantów. Zatrzymanie to miało dosyć dramatyczny przebieg, gdyż złodziej jadący rowerem skradzionym z sądu, był uzbrojony. Relacjonując już 12 października tę głośną sprawę na łamach łódzkiego dziennika „Ilustrowana Republika” poinformowano, że dokonanie włamania spostrzegł rano sekretarz sądu – Tarkowski. Przechodząc obok budynku sądu zwrócił uwagę na rozbite okno.

Powiadomione niezwłocznie władze policyjne wdrożyły dochodzenie, które dało w rekordowo szybkim tempie pozytywne wyniki. Okazało się, że jednym z głównych sprawców włamania do sądu był wielokrotny przestępca Jan Lis, odsiadujący karę 5-letniego więzienia w Lublinie. W Tomaszowie przebywał na urlopie zdrowotnym. Ponadto ustalono, że jest on uzbrojony w rewolwer.

„Na ul. Pierackiego (dziś ul. Grota Roweckiego – dop A.K.) doszło do starcia. Mianowicie ulicą tą jechał skradzionym rowerem Lis, trzymając jedną rękę na kierowniku, a drugą w bocznej kieszeni marynarki, gdzie – jak się okazało – przechowywał rewolwer. Dwaj funkcjonariusze policji śledczej znienacka podbiegli z tyłu do Lisa, zrzucili go z roweru i obezwładnili odbierając duży rewolwer systemu Mauzer, naładowany siedmioma kulami. Rewolwer był odbezpieczony i gotowy do strzału” – relacjonowano w gazecie.

Napisano dalej, że aresztowany złodziej przyznał się do kradzieży w archiwum sądowym, a jednocześnie wskazał swych wspólników. W związku z tym dokonano szereg rewizji u paserów, którym odebrano kilka skradzionych rowerów.

Gdzie był tomaszowski sąd grodzki?

Na marginesie opisanej sprawy warto wyjaśnić, że wspominany w niej sąd grodzki funkcjonował w Tomaszowie od 1 stycznia 1929 roku na podstawie wprowadzonego wtedy w Polsce prawa o ustroju sądów powszechnych. Orzekały one w pierwszej instancji w sprawach drobniejszych przestępstw.

Tomaszowski sąd grodzki zajął nowo zbudowane boczne skrzydło magistratu, usytuowane przy ulicy I. Mościckiego (do 1927 roku ul. Piliczna). Wzniesiono je, podobnie, jak drugie skrzydło od ulicy P.O.W., w dwa lata po oddaniu do użytku głównego gmachu magistratu. Zarówno ten gmach, jak i jego boczne skrzydła, miały (tak, jak dzisiaj) wspólny adres przy ulicy P.O.W.

Tę historię warto zilustrować odnalezionym niedawno unikatowym projektem rozplanowania pomieszczeń dla Sądu Grodzkiego w Tomaszowie. Sporządzono go jeszcze przed 1927 rokiem. Zakładano w nim również budowę dużej sali posiedzeń dla sądu, zamykającą dziedziniec wewnętrzny magistratu. Tej koncepcji nie zrealizowano, a po wielu latach na tym miejscu wzniesiono siedzibę dla Straży Miejskiej.

Na zdjęciu: Projektowane rozplanowanie parteru dla Sądu Grodzkiego w Tomaszowie. Archiwum Andrzeja Kobalczyka

Przed 80 laty na wzgórzu Świętego Idziego w Inowłodzu

W najbliższy, świąteczny czwartek – 1 listopada przypadnie okrągła 80 rocznica poświęcenia gruntownie odrestaurowanego kościółka św. Idziego w Inowłodzu. Jest więc stosowna okazja do przypomnienia, że inowłodzkiej uroczystości w 1938 roku nadano wyjątkowo podniosłą rangę. Podkreślił ją osobisty udział prezydenta R.P. – Ignacego Mościckiego, inicjatora i fundatora odnowienia i częściowej przebudowy tej jednej z najstarszych w kraju, romańskiej świątyni.

Uwypuklono to w obszernej, dwustronicowej relacji zamieszczonej 19 listopada tegoż roku na łamach poczytnego ogólnopolskiego tygodnika „Bluszcz”. Napisano w niej, że kościelne wzgórze od wczesnego ranka zapełniło się tłumem miejscowej ludności. „Z Inowłodza, z Rawy Mazowieckiej, Rzeczycy, Spały ciągnęły białe sukmany i pasiaki księżackie. Mosiężne kaski straży ogniowej złotymi błyskami otoczyły kościół. Szpaler do drzwi kościelnych utworzyły dziewczynki ubrane po łowicku z pękami ostatnich jesiennych kwiatków w ręku” – relacjonowało obrazowo warszawskie pismo.

Podało też, że prezydent Ignacy Mościcki wraz z arcybiskupem Stanisławem Gallem, ówczesnym biskupem pomocniczym archidiecezji warszawskiej, a także licznym gronem oficjeli wszedł na strome wzgórze Świętego Idziego z procesją. Następnie dostojni goście udali się na nabożeństwo do wnętrza kościółka. „Ponieważ świątynia jest tak mała, że pomieścić może najwyżej sto osób, na cmentarzu kościelnym wzniesiono ołtarz polowy, przy którym jednocześnie z nabożeństwem w kościele odprawiana była msza święta dla licznych rzesz wiernych” – wyjaśniono w relacji.

Na zakończenie warszawski tygodnik wyraził opinię, że Inowłódz jest stanowczo za mało znany w kraju. Powinien stać się celem licznych wycieczek turystycznych.

Burzliwe dzieje „romańskiej perełki”

Warto dodać, że w swojej długiej i burzliwej historii inowłodzki kościółek był odbudowywany kilkakrotnie. Zaczął podupadać od I polowy XVI wieku po zbudowaniu w niższej części Inowłodza kościoła pw. św. Michała. Niszczejącą coraz bardziej starszą świątynię próbowano odnowić w 1720 roku, kiedy sprowadzono do niej cudowny obraz Matki Boskiej Bolesnej z leśnej kapliczki w Giełzowie.

Ciemne chmury nad inowłodzkim kościółkiem zawisły w 1793 roku, kiedy został ograbiony przez pruskich żołnierzy i zamieniony na magazyn zbożowy. Budowla nie była odnawiana aż do początku XX wieku, kiedy poddano ją pewnym zabiegom restauracyjnym z inicjatywy cara Mikołaja II. Nawet złożył on tutaj wizytę wraz ze swoimi czterema córkami jesienią 1912 roku.

Jednak największe zniszczenia kościółek św. Idziego odniósł na początku I wojny światowej. Jego mury mocno ucierpiały od ostrzału rosyjskiej artylerii. Pierwsze zabiegi restauracyjne przeprowadzono tutaj kilka lat po wojnie, ale najszerszy zakres przybrała rekonstrukcja kościółka dokonana w latach 1936-1938 pod kierunkiem znanego architekta Wilhelma Henneberga i honorowym patronatem prezydenta Ignacego Mościckiego.

Na zdjęciu: I.Mościcki w procesji na poświęcenie inowłodzkiego kościółka w 1938 roku. Archiwum Andrzeja Kobalczyka

Trudny start Tomaszowa na drodze niepodległości

„Od dziesięciu dni pozostajemy bez mąki. Kartofli od dawna nie otrzymujemy. Głód kompletny. Stan rozpaczliwy. Prosimy niezwłocznie zaradzić”. Taką, dramatyczną depeszę wysłał w styczniu 1920 roku do Ministerstwa Aprowizacji w Warszawie prezydent Tomaszowa Mazowieckiego – Stanisław Gruszczyński.

Warto przypomnieć, że był on pierwszym prezydentem nadpilickiego grodu po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Objął ten urząd (z ramienia Polskiej Partii Socjalistycznej) w marcu 1919 roku w wyniku przeprowadzonych w całym kraju pierwszych wyborów powszechnych do samorządów miejskich. O tym, z jakim ogromem problemów przyszło zmierzyć się prezydentowi Gruszczyńskiemu, świadczy artykuł zamieszczony 25 sierpnia 1929 roku na łamach łódzkiego dziennika „Głos Poranny”.

Podkreślono w nim, że S. Gruszczyński zastał miasto w bardzo opłakanym stanie na skutek rabunkowej gospodarki zaborców. Tomaszowski przemysł był wyniszczony długoletnią wojną. „Liczba bezrobotnych sięgała 5.000 osób (…) Miasto tonęło w ciemnościach, drogi wskutek działań wojennych zaniedbane, mosty na Pilicy zerwane, chodniki i bruki w stanie fatalnym (…) Z chwilą objęcia prezydentury S. Gruszczyński zastał 10 szkół powszechnych, z których korzystało zaledwie 2.500 dzieci” – wyliczano w artykule.

Jednak już we wrześniu 1919 roku ilość dzieci uczęszczających w mieście do szkół powszechnych wzrosła do ponad 3 tysięcy. W tym samym roku udało się uchronić przed likwidacją gimnazjum realne dzięki przejęciu go przez miasto. Idąc z pomocą wielkim rzeszom głodujących bezrobotnych magistrat uruchomił roboty miejskie i publiczne dla ponad tysiąca osób.

Znaleźli oni zatrudnienie m.in. w kamieniołomach na Brzustówce i w tkalni miejskiej (w fabryce Salomonowicza), a także przy zasypywaniu strzelnicy obok Banku Polskiego i układaniu chodników. Do tych ostatnich użyto płyty z nowo uruchomionej miejskiej betoniarni.

Gaz, prąd i… bulwary nad Wolbórką

„Następnie prezydent Gruszczyński, wychodząc z założenia, że ujmując bieg Wolbórki w odpowiednie koryto, miasto zyskałoby 30 mórg ziemi, które zużytoby pod budowę parku, przystąpił do zasypywania stawu. Za jego też czasu zostały wszczęte pertraktacje z zarządem gazowni miejskiej, celem uruchomienia jej, jak również pierwsze kroki celem zelektryfikowania miasta” – sumowano trudną prezydenturę S. Gruszczyńskiego.

Zakończyła się ona przedwcześnie w lipcu 1921 roku w wyniku rozwiązania Rady Miejskiej i rozpisania w Tomaszowie ponownych wyborów. Tym razem zwyciężyły ugrupowania prawicowe, a nowym prezydentem miasta został Karol Lechowicz.

Po wyjeździe z Tomaszowa S. Gruszczyński pełnił funkcje burmistrza w Ostrogu nad Horyniem oraz Kutna i Pruszkowa. Ponadto w latach 1928-1930 był senatorem RP z ramienia PPS. Zginął w 1943 roku we Lwowie. Zagrożony aresztowaniem przez Niemców za ukrywanie żydowskiego dziecka wyskoczył przez okno z trzeciego piętra i zmarł nie odzyskawszy przytomności.

Na zdjęciu: S. Gruszczyński (w środku) z pracownikami tomaszowskiego magistratu w 1921 roku. Zbiory Muzeum w Tomaszowie Maz.

Obchody Święta Niepodległości w przedwojennym Tomaszowie

„Uroczystości z okazji 11-ej rocznicy odzyskania niepodległości Polski rozpoczną się w Tomaszowie dziś o godz. 5-tej po południu. Na rynku obok rozbitych namiotów zostanie rozpalone ognisko obozowe, przy którem organizacje wojskowe i wychowania fizycznego będą śpiewać pieśni żołnierskie. Następnie na ogrodzonym placu byłej cerkwi, udekorowanym lampionami, odbędą się popisy tańców polskich przy dźwiękach orkiestry straży ogniowej i tomaszowskiej fabryki sztucznego jedwabiu, poczem odbędzie się ogólna zabawa. Wieczór ten będzie urozmaicony ogniami bengalskimi i rakietami”.

Taka zapowiedź uroczystości w Tomaszowie ukazała się w niedzielnym wydaniu łódzkiego dziennika „Głos Poranny” z 10 listopada 1929 roku. Wynika z niej również, że główne obchody tej rocznicy odbyły się następnego dnia, tj. w poniedziałek. Rozpoczęto je o godz. 10.00. nabożeństwem w tutejszych świątyniach wszystkich wyznań. O godz. 11.00 wszystkie syreny fabryczne w mieście obwieściły 3-minutową przerwę w pracy. Po nabożeństwie wyruszył pochód do pomnika ku czci poległych legionistów. Złożono pod nim wieńce od organizacji kombatanckich oraz władz miasta i innych delegacji. Uroczystość zakończyła defilada.

Pieśni pani prezydentowej i strażacki hejnał

Nieco inny przebieg miały tomaszowskie obchody rocznicy odzyskania niepodległości w 1931 roku. W relacji zamieszczonej 12 listopada przez „Głos Poranny” poinformowano, że po nabożeństwach w kościołach i defiladzie odbyła się wieczorna akademia w teatrze „Modern” przy ulicy I. Mościckiego 6. Co ciekawe, w części artystycznej wystąpiła Lidia Smulska, uzdolniona wokalnie żona ówczesnego prezydenta miasta – Wacława Smulskiego. Jak napisano, pani prezydentowa „wykonała mile szereg romansów”.

Uroczyste nabożeństwa, defilada i miejska akademia wypełniły, jak co roku, tomaszowskie obchody tej rocznicy w 1932 roku. Z tej okazji własną akademię zorganizowała 11 listopada tegoż roku tomaszowska organizacja związku „Strzelec”. Na uroczystość w jej siedzibie przy ul. Św. Antoniego 38 złożyły się przemówienia, deklamacje i występ chóru związku strzeleckiego. Następnego dnia w lokalu związku obyła się rocznicowa „wieczornica taneczna”.

Ważnym akcentem rocznicowych obchodów w 1934 roku było przemianowanie nazw dwóch ulic w Tomaszowie. Z tej okazji dotychczasowa ulica Kolejowa otrzymała nazwę ul. Bronisława Pierackiego (dzisiejsze ulice: Grota Roweckiego i Księdza Popiełuszki), zaś ulicy Pałacowej nadano nazwę P.O.W.

W 1937 roku, po ustanowieniu 11 listopada oficjalnym świętem państwowym (poprzednio były to tylko uroczystości o charakterze wojskowym), obchody w Tomaszowie rozpoczęły się 10 listopada od capstrzyku. Następny, świąteczny dzień wypełniły m.in. poranny hejnał z wieży straży pożarnej, nabożeństwo w kościołach, defilada i koncert orkiestry TFSJ na Placu Kościuszki. Podobny przebieg miały w 1938 roku ostatnie przed wybuchem wojny tomaszowskie obchody Święta Niepodległości.

Na zdjęciu: Patriotyczna uroczystość na Pl. Kościuszki w Tomaszowie na zdjęciu z lat międzywojennych. Archiwum Andrzeja Kobalczyka